Parafia pod wezwaniem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy

w Łysej Górze

Kłamstwo ma się dobrze

 

 

NIE WIERZCIE 
  

Kiedyś się mówiło, że papier wszystko przyjmie. Dziś się wydaje, że internet przyjmie jeszcze więcej. Można w nim znaleźć każdą bzdurę, którą wymyśliła ludzkość. Czy ktoś w nie wierzy? Niestety tak.

 

Anna Mierzyńska

Internet to narzędzie jak każde inne: można je wykorzystać do robienia rzeczy i dobrych, i złych. Jest on o tyle istotny, że oddziałuje silnie na ludzką psychikę, uruchamia mechanizmy psychologiczne, ma na nas coraz większy wpływ. Bez przesady możemy dziś powiedzieć, że to, co się dzieje w sieci, zmienia nie tylko nawyki i zachowania pojedynczych osób, ale też decyzje ważne w perspektywie całego świata. Wystarczy choćby jeden tweet prezydenta Stanów Zjednoczonych na temat Rosji, Unii Europejskiej czy Chin, by stosunki między tymi podmiotami przybrały inny kształt. Tym istotniejsza jest świadomość, że internet sprzyja manipulacjom społecznym – groźnym ze względu na możliwe skutki i poziom oddziaływania.

Sukces bańki mydlanej

Badania socjologiczne pokazują, jak znacząco internet wpływa na nasz światopogląd. W sondażu Attention Marketing Research z marca 2017 roku sprawdzono, skąd Polacy czerpią dziś informacje. Okazało się, że choć na pierwszym miejscu nadal jest telewizja (ponad 50 proc. wskazań), to niemal tyle samo osób wybiera portale informacyjne. 28 proc. Polaków słucha informacji w radiu, 22 proc. czyta tradycyjną prasę, ale już 21 proc. czerpie informacje przede wszystkim z mediów społecznościowych, czyli tych portali w internecie, które służą szybkiemu komunikowaniu się ludzi między sobą. Badani mogli zaznaczyć więcej niż jedną odpowiedź.

W 2017 roku w znanym europejskim sondażu Edelman Trust Barometer sprawdzono m.in., jakim mediom ufają Polacy. Okazało się, że najbardziej ufamy… wyszukiwarkom internetowym (aż 64 proc. wskazań). To smutny wynik. Świadczy on bowiem paradoksalnie o tym, że najbardziej ufamy sobie samym i uważamy, że to, co samodzielnie znajdziemy w wyszukiwarkach, jest prawdziwe. Niestety, to często mylna teza. Po pierwsze – dzięki reklamom (a nie zawartości merytorycznej) strona może być pozycjonowana wysoko w najbardziej popularnych wyszukiwarkach, a ponieważ mamy skłonność do korzystania z wyników ukazujących się na dwóch pierwszych stronach wyszukiwarki, pierwsze wskazania często uznajemy za bardziej wiarygodne. Po drugie – w sieci nie brakuje stron, na których zamieszczane są teksty absolutnie niewiarygodne. Kiedyś się mówiło, że papier wszystko przyjmie. Dziś się wydaje, że internet przyjmie jeszcze więcej. Można w nim znaleźć każdą bzdurę, którą wymyśliła ludzkość.

Czy ktoś w nie wierzy? Niestety tak. Dlaczego? Dobrze objaśnia to teoria baniek informacyjnych, odnosząca się nie tylko do internetu, ale do całości naszego życia – w sieci jednak zyskująca na znaczeniu. Wszyscy lubimy się otaczać tym, co znamy i co najbardziej pasuje do naszego światopoglądu. Nie chcemy konfrontować się z innymi poglądami ani z ludźmi, którzy mają inne zdanie od naszego – to bowiem wywołuje w nas dyskomfort. U ludzi o otwartych umysłach dyskomfort taki jest do przyjęcia, bo pobudza do myślenia. Ale większość wcale nie chce pobudzenia intelektualnego, oczekuje za to potwierdzenia swoich opinii. I tak jak w życiu często dobieramy sobie znajomych spośród tych, którzy mają poglądy podobne do naszych, w podobny sposób korzystamy z internetu. Rozciągamy to zjawisko także na dobór informacji, które budzą nasze zainteresowanie. Chętniej więc czytamy, a następnie rozpowszechniamy w sieci treści, które pasują do tego, co już wcześniej myśleliśmy o świecie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że aż 70 proc. użytkowników internetu udostępnia informacje tylko na podstawie przeczytanego nagłówka (nie wnikając w treść artykułu), łatwo zauważymy, że większość pozostaje w tym samym kręgu światopoglądowym, często nie wiedząc nawet o istnieniu inaczej myślących środowisk (nie wspomnę już o próbie ich zrozumienia). Manipulowanie zamkniętym kręgiem ludzi, którzy nie sprawdzają wiarygodności uzyskanych informacji poza swoim środowiskiem, jest proste i nie wymaga wysiłku. Skoro znajomi wierzą, że Ziemia jest płaska – to coś w tym musi być… Wystarczy więc przekonać kilka osób, by ich znajomi uwierzyli w nieprawdziwe dane. Przykład nie jest przypadkowy – w sieci działa Towarzystwo Płaskiej Ziemi, które intensywnie przekonuje do tego poglądu.

Wróćmy jednak do badania Edelman Trust Barometer (tu także uczestnicy mogli wybierać więcej niż jedną odpowiedź). Na drugim miejscu, jeśli chodzi o ranking zaufania wobec mediów, są media internetowe (50 proc. wskazań), na trzecim – media tradycyjne (42 proc., spadek o 12 proc. w ciągu pięciu lat), a na czwartym – właśnie media społecznościowe (39 proc.). Na dodatek w tychże mediach społecznościowych po pierwsze ufamy tym, których uważamy za ludzi wiarygodnych (a często wiarygodni okazują się… celebryci, a nie np. eksperci, naukowcy czy duchowni), a po drugie – liczbom. Można by powiedzieć: To dobrze, bo liczby nie kłamią. Okazuje się jednak, że liczby w social mediach – te, które widzą użytkownicy – bardzo łatwo jest sfałszować. A raczej manipulować nimi tak, by osiągnąć oczekiwany efekt. (...)

W biznesie nastawionym wyłącznie na cele komercyjne manipulacja pozwala osiągnąć lepsze wyniki finansowe. Oczywiście tak długo, dopóki klienci się nie zorientują, bo nikt nie lubi być przedmiotem manipulacji. Ale w Internecie takie działanie jest prostsze niż w bezpośrednim kontakcie, do tego tańsze niż klasyczne reklamy. Część biznesmenów nie ma więc żadnych wyrzutów sumienia i widzi w tym rodzaj nowoczesnego marketingu. Przenosi się to na sferę publiczną, w której również mamy do czynienia z manipulacją. I dopóki politycy w mediach społecznościowych będą podobnie jak firmy oceniani na podstawie liczb – nic się nie zmieni. Bo skoro dzięki drobnej manipulacji można zyskać sympatię wyborców albo liczyć na dobry materiał w mediach tradycyjnych, w tym w telewizji, czemu by z tego nie skorzystać? Lub, będąc celebrytą, dostać lukratywny kontrakt komercyjny? Trzeba mieć silny kręgosłup moralny, by zrezygnować z takiej pokusy. Zwłaszcza że zainteresowani ulegają jej masowo i nie do końca już wiadomo, czy przy takiej skali działań ich podejmowanie jest nieetyczne, czy tylko świadczy o nieskuteczności.

 

Kup sobie lajka

Jak nami manipulują w sieci? Sposobów jest wiele, wskażę te najbardziej popularne. Po pierwsze: kupowanie reakcji, komentarzy i fanów. To prosta metoda wpływania na odbiorców za pomocą liczb. Powszechne jest przekonanie, że im ktoś ma więcej fanów na Faceboku czy Twisterze albo tzw. Lajków (czyli pozytywnych reakcji)pod wpisem czy ciekawych komentarzy – tym jest ważniejszym czy sympatyczniejszym (albo jedno i drugie) człowiekiem.

 

 

Contribute!
Books!
Shop!