Parafia pod wezwaniem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy

w Łysej Górze

Jak powinno być?

Jak powinno być?

(na przykładzie adwentu i okresu Bożego Narodzenia)

 

 

ADWENT

Świece i lampiony adwentowe

Świeca roratnia

Wieniec adwentowy

Błogosławieństwo wieńca

§           Czytanie z Listów św. Pawła (Flp 2,14-18; Tm 4,9);

§           Ewangelia  (Łk 21,25-28, 34-36);

§           Pokropienie wieńca wodą święconą;

§           Modlitwa

 

Żłóbek biblijny

I niedziela Adwentu

Błogosławieństwo żłóbka

 

§Modlitwa

§Pokropienie żłóbka wodą święconą;

§Czytanie (Rdz 12, 1-7);

§Katecheza;

§Modlitwa błagalna;

Wieczór św. Mikołaja

§Czytanie II List św. Pawła do Koryntian (9,6-7)

§Modlitwa;

§Legenda o św. Mikołaju;

§Pierniczki mikołajowe (w śląskiem);

 

II niedziela Adwentu

 

§Czytanie z księgi proroka Izajasza (Iz 63,168-17. 19b; 64, 3b-4a);

§Wyjaśnienie: cały Stary Testament to wielki Adwent);

§Modlitwa;

§Pieśni adwentowe.

III  niedziela Adwentu:

 

§Marana tha! (śpiew);

§Ewangelia wg. Św. Marka (1, 1-8);

§Objaśnienia postaci św. Jana Chrzciciela;

 

IV niedziela Adwentu

 

§Pieśń „Archanioł Boży Gabryjel…”;

§Ewangelia wg św. Łukasza (1, 26-38);

§Wyjaśnienia dla dzieci o roli matki;

§Rola Matki Bożej;

§Modlitwa;

§Błogosławieństwo ojca lub matki;

§Przygotowywanie ozdób choinkowych

Wigilia

§Dekoracja stołu: żłóbek z sianem i figurką (wkładaną do niego po wieczerzy wigilijnej, uroczyście);

§Ubrana choinka;

§Świece;

§Czytanie Ewangelii (Łk 2,1-14)

§Życzenia z opłatkiem i znak pokoju;

§Kolacja wigilijna;

§kolędowanie

§Błogosławieństwo choinki;

§Czytanie (Rdz. 1,11-12);

§Tradycja pierwszej gwiazdki;

§Wolne miejsce przy stole;

§Błogosławieństwo siana;

§Żelazo płużne i łańcuch pod stołem;

§Tradycyjne potrawy;

§Post ścisły;

§Snop zboża w kącie;

 

Pasterka

Boże Narodzenie

§Szopka ze żłóbkiem i pasterzami;

§Ewangelia wg św. Łukasza (2,8-20)

§Budowanie wspólnoty rodzinnej;

§Nie składamy wizyt;

§Radośnie przeżywamy obecnośc Chrystusa na ziemi;

 

Niedziela Świętej Rodziny

§Ewangelia wg Św. Łukasza (2,22-35)

§Rozmowa z dziećmi o Zbawicielu;

§Modlitwa;

§Uroczysta kolacja

 

Święto Trzech Króli

§Korony mędrców (lub figurki);

§Święcimy złoto, kadzidło i mirrę;

§Znaczymy drzwi C+M+B i rok;

§Okadzamy dom poświęconym kadzidłem;

§Ewangelia wg św. Mateusza (2,1-12)

 

 

Uroczystość chrztu Pańskiego w Jordanie

§Pożegnanie żłóbka;

§Ewangelia wg. Św. Marka (1,7-11);

§modlitwa

 

Oktawa Bożego Narodzenia

§Specjalne modlitwy dziękczynne i czytania;

§Błogosławieństwo dzieci;

§Te Deum w Sylwestra;

§Wizyta duszpasterska;

 

 

 

 

Jak przeżywamy Święta w rodzinie?

 

 

JAK JEST (O przeżywaniu świąt).

 

 

 

1). http://gazetacodzienna.pl/artykul/kultura/petr-prokop-siostrzonek-duchowe-przezywanie-swiat-stracilo-na-znaczeniu

Czy można mówić o różnicach między przeżywaniem świąt dziś oraz dawniej?
            Wydaje mi się, że kiedyś przeżywaliśmy święta przede wszystkim wspólnie, może nieco skromniej ale za to bardzo duchowo. Obecnie duchowe przeżywanie świąt straciło niestety na znaczeniu i odbywa się bardzo powierzchownie.

Jak zatem można scharakteryzować współczesne przygotowania do świąt?
            Patrząc na wypełnione po brzegi supermarkety i galerie handlowe wydaje mi się, że ludzie przygotowują się do świąt przede wszystkim zewnętrznie, dbając wyłącznie o ich wymiar materialny. Obserwując to jest mi niezwykle trudno zrozumieć dlaczego na zakup bożonarodzeniowych prezentów ludzie coraz częściej pożyczają pieniądze niczym na wakacje. W moim odczuciu zjawisko to potwierdza, iż współczesny człowiek coraz częściej zapomina, iż ważniejsze jest być niż mieć.

Czy jest coś czego brakuje ludziom, by w pełni zrozumieli istotę i symbolikę świąt?
            Myślę, że przede wszystkim brakuje podstawowej wiedzy na temat tego, co oznaczają święta Bożego Narodzenia. "Nie wiem co świętuje więc nie wiem też jak świętować" - to główne powody dla których ludzie zaczynają kultywować rytuały, mimo iż tak naprawdę ich nie rozumieją.

 

2). https://www.katolik.pl/laicyzacja-swiat-katolickich,2191,416,cz.html

 

 

            Chrześcijański charakter niedzieli bywa zastępowany przez świętowanie weekendu (czasem długiego weekendu). Obchodzenie niedzieli, Dnia Pańskiego, wiązało się organicznie z uczestnictwem we Mszy Świętej, ale dla wielu, także katolików, niestety, wiąże się z obowiązkową wizytą w supermarkecie.

 

 

            Amerykańskie Halloween to „teatralne” widowisko, pozbawione głębszej treści, lecz w swej symbolice nawiązujące do bliżej nieokreślonego „świata zmarłych”. Nazwa święta pochodzi prawdopodobnie od All Hallows Eve – wigilia Wszystkich Świętych, a jego tradycja wywodzi się z pogańskich obrządków celtyckich. Wśród popularnych w tym dniu zabaw jest wróżenie, całkowicie sprzeczne z ufną wiarą w Boga. Halloween, podobnie jak Dzień Zakochanych, szybko przyjęło się na gruncie europejskim.

 

 

            Laicka wersja świąt katolickich ukazuje bezosobowo Boże Narodzenie jedynie jako święto rodzinne, Wielkanoc jako zwycięstwo dobra nad złem, Wszystkich Świętych jako wspomnienie o zmarłych, a niedzielę jako część weekendu. Tymczasem wszystkie uroczystości Kościoła katolickiego w centrum uwagi stawiają Osobę Jezusa Chrystusa – Jego Wcielenie, Krzyż i Zmartwychwstanie. Przesadna komercja powoduje przerost formy nad treścią, a czasem całkowity zanik sensu przeżywanych świąt. Szał zakupów i pogoń za wrażeniami swym sztucznym blaskiem przyćmiewają blask prawdy zawartej w tych zbawczych wydarzeniach.

 

            Zabrzmi to groteskowo, ale być może za jakiś czas katolickie dzieci nie będą wiedziały, że Boże Narodzenie, to Urodziny Jezusa, podobnie jak niektóre dzieciaki z miast są przekonane, że mleko pochodzi z kartonika lub ze sklepu, a nie od krowy.

            Nie tylko laicyzacja świąt, ale i silny element pobożności ludowej, sam w sobie sensowny, a nawet piękny, czasem zaciemnia głębokie prawdy teologiczne. I tak na przykład, nie można zapomnieć, że Matki Bożej Gromnicznej - to Ofiarowanie Pańskie; Matki Bożej Zielnej - to Wniebowzięcie Maryi; a Matki Bożej Siewnej - to Narodzenie NMP.

            Człowiek jest istotą, która nie znosi próżni. Wypieranie pierwiastka religijnego ze świąt katolickich i z życia społecznego, skutkuje współegzystowaniem lub zastępowaniem wiary religijnej przez zabobony i przesądy. Ileż to osób wierzy bardziej Danowi Brownowi aniżeli Biblii? Ile osób wiesza obok siebie Krzyż i podkowę na szczęście? Ile czyta zarówno Ewangelię na niedzielę, jak i horoskop na cały tydzień? Ile wita księdza pozdrowieniem: „Szczęść Boże”, a na widok kominiarza chwyta guzik? Ile puka w niemalowane drewno i nie dziękuje, by nie zapeszyć?

 

 

 

3). https://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/66344,ojciec-zieba-swieta-to-nie-zakupy-i-prezenty.html

 

 

            Można pójść drogą laicyzacji, tak jak wiele krajów Zachodu, których kulturę można określić dzisiaj jako postchrześcijańską. Tam konsumpcja i handel odgrywają w okresie świątecznym coraz większą rolę.

 

            Okazuje się, że okres, który my obchodzimy jako adwent, oni obchodzą jako Boże Narodzenie, a wtedy kiedy jest prawdziwe Boże Narodzenie, u nich już nic nie ma, bo wtedy nic się nie sprzedaje. Inny przykład to Wielka Brytania, gdzie zakazuje się używania terminu Christmas - Boże Narodzenie. Ludzie przesyłają sobie życzenia "sezonowe"! Parę dni temu w CNN emitowano kolędy śpiewane przez wybitnych artystów. Nie nazwano tego "kolędowaniem", ale "season’s singing" - "śpiewaniem sezonowym". Ale może być jeszcze gorzej, bo w jednym ze stanów USA wyrzucono z pracy nauczyciela, który w ramach lekcji śpiewu śpiewał z klasą kolędy. Uzasadnienie - uczył dzieci nietolerancji.

 

            Ale możemy też wybrać inny model przeżywania tych świąt - bezustannego odkrywania ich znaczenia, swoisty powrót do źródeł. Paradoksalnie "pułapką" jest to, że niesłychanie się ze świętami oswoiliśmy i bardzo je lubimy. Od maleńkości każdy z nas oczekiwał na to, że rodzice będą w domu, że wspólnie zaśpiewamy kolędy, że będzie choinka, a pod nią prezenty, że będzie więcej ciepła i serdeczności, więcej czasu dla siebie nawzajem. Ta przyjazna i dobra atmosfera świąt towarzyszy nam od początku świadomości.

 

 

4). https://www.familie.pl/Forum-5-166/m324164-1,Co-jest-dla-Was-najwazniejsze-w-Swieta-Bozego-Narodzenia.html

 

Co jest dla Was najważniejsze w Święta Bożego Narodzenia

Wyniki

przeżywanie religijne (pasterka)

 

4

12,9%

spotkanie z rodziną

 

8

25,8%

prezenty

 

0

0,0%

atmosfera panująca w okresie przedświątecznym i w czasie świąt

 

15

48,4%

inne (jakie)

 

4

12,9%

Liczba głosów: 31

(Data wygaśnięcia: 2010-11-14 23:59:59)

 

 

5). https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/O-wyzszosci-swiat-Wielkanocnych-nad-swietami-Bozego-Narodzenia-n67569.html

 

Żeby dobrze przeżyć Wielkanoc, trzeba się do niej przygotować. Tymczasem, różnie z tym bywa, zasłaniamy się brakiem czasu. Dlaczego tak ważne jest uczestniczenie także w Triduum Paschalnym?


 

 

 

6). https://natemat.pl/86023,dezerterzy-zamiast-z-rodzina-swieta-spedzaja-z-przyjaciolmi

 

            Kto powiedział, że święta należy spędzać z rodziną? 29-letniemu Michałowi powiedziała to matka. Pomimo to, zamiast przygotowywać się do świąt w rodzinnym mieście, od tygodnia smaży się na tajskiej wyspie Koh Lipe. Zresztą nie on jedyny. – Nie czuję się zobowiązana do spędzania świąt z rodziną – mówi z kolei 26-letnia Kasia, która od karpia woli świąteczne sushi z przyjaciółmi z Amsterdamu. Ubiegłoroczne święta poza gronem rodzinnym spędziła także Marta, która w tym czasie wybrała się do Indii... na kurs jogi.

 

 

            Samotne święta większości z nas nie mieszczą się w głowie. Są jednak tacy, którzy w te dni samotność po prostu wybierają. - Od lat była moim marzeniem. Po pracy nie wracam do rodzinnego miasta, a do spokojnego mieszkania i popadnę w błogie lenistwo - mówi mi 29-letnia Alina. Dla innych świąteczne osamotnienie jest dramatem. - Niby dokoła pełno ludzi, ale czuję wstyd, że w święta towarzystwa muszą mi dotrzymywać ludzie, którym za to płacą, a nie którzy tego chcą.. - stwierdza 87-letnia pani Ludmiła, którą odwiedzam tuż przed Wigilią w domu opieki.

 

 

            W Wigilię po pracy nie wracam do rodzinnego miasta, a do spokojnego mieszkania. Zrobię sobie tylko kilka ulubionych potraw i popadnę w błogie lenistwo - mówi 29-letnia Alina. Wymarzoną samotność w święta zapewniła sobie dzięki wymówce, że 24 grudnia zbyt długo musi zostać w pracy, by później wsiąść w auto i przejechać z Gdańska do rodziców prawie pół Polski.

 

            … najlepszym bożonarodzeniowym prezentem będzie dla niej kilka dni spędzonych w prawdziwej ciszy i spokoju. - Mam serdecznie dosyć tego całego szału z prezentami i gotowaniem. Tej kurtuazji przy stole wobec ludzi, z którymi właściwie nie mam już nic wspólnego. W te święta będę sama i wątpię, bym żałowała tego wyboru. Będzie mi z tą samotnością naprawdę dobrze - zapewnia.

 

             Niby dokoła pełno ludzi, niby wigilijna wieczerza będzie wieczorem i nawet człowiek nie musi się przed nią napracować. Jednak jak to się skończy, boję się znowu poczuć, że tak właściwie to już nikogo na świecie nie mam - stwierdza. I dodaje, że pomimo starości i choroby brakuje jej tego całego świątecznego zgiełku. - Wie pan, takiego domowego - podkreśla.

 

            - Wiem, że nie mam powodu, ale gdzieś głęboko w sercu czuję taki wstyd, że w święta towarzystwa muszą mi dotrzymywać ludzie, którym za to płacą, a nie którzy tego chcą... - kończy.

 

 

7). http://wyborcza.pl/1,75968,10868869,Boze_Narodzenie__czyli_swieta_paradoksu.html

 

                Większość Polaków nadal jest wierząca, i nawet jeśli nie uczestniczy w tych wszystkich nabożeństwach, które towarzyszą Bożemu Narodzeniu i Adwentowi, to jednak świętuje narodzenie Jezusa.

 

            do świąt wiele rzeczy chcemy pozamykać, wiele spraw pokończyć. Nawet dla osób, które nie przeżywają tych świąt ze względów religijnych, to moment takiej największej pauzy w roku, postrzeganej zupełnie inaczej niż np. urlop, po powrocie z którego czekają na nas nierozwiązane problemy. W tym przypadku zamyka się wiele spraw i symbolicznie kończy jakiś etap po to, żeby po Nowym Roku wejść w nowy cykl.

 

            Również osoby niewierzące nie potrafią sobie odmówić świętowania Bożego Narodzenia. Trudno to święto zignorować, jest wszechogarniające: wychodzi do nas z każdego sklepu, z radia, z telewizji.

 

            Znamy wiele wróżb wigilijnych, które służyły np. zaklinaniu urodzaju na następny rok, zaklinaniu dobrej pogody, zdrowia, miłości. Teraz zabiegów magicznych nie wykonujemy, ale jest to czas podsumowań, pojednania z ludźmi, z którymi jesteśmy skłóceni albo robienia postanowień na następny rok. Coś chcemy zmienić, coś przemyśleć. To taki czas refleksji.

 

 

            Dlatego nie można powiedzieć, co jest najważniejsze dla wszystkich. Dla jednego najważniejsza będzie pasterka i pójście do Kościoła, dla innego spotkanie z rodziną przy stole, a dla kogoś, że zrobi wielkie zakupy albo spotka się z przyjaciółmi.

 

            - Wydaje mi się, że te święta są wciąż tak żywe, budzące wiele emocji i obchodzone przez ponad 90 proc. społeczeństwa, ponieważ pozostawiają możliwość wyboru. Gdyby nie było tych wszystkich dodatków do treści religijnej, nie byłyby one aż tak powszechnie obchodzone.

 

            - Tak, w świętach Bożego Narodzenia zawiera się pewien paradoks. Z jednej strony - jak w przypadku każdego święta czy rytuału - ich istotą jest powtarzalność: co roku jemy to samo, ubieramy choinkę, słuchamy tych samych kolęd, rozmawiamy na te same tematy. Lubimy odtwarzać te same elementy. To daje poczucie bezpieczeństwa, bywa odpowiedzią na nasze tęsknoty do czasów dzieciństwa. Dla dzieci to czas magiczny, przeżywany w szczególny sposób. Wydaje nam się, że jeżeli odtworzymy te wszystkie elementy z czasów, kiedy byliśmy dziećmi, uda nam się powtórzyć nastrój i emocje z tamtego okresu.

            Z drugiej strony, ta powtarzalność i rutyna w ogóle nie są atrakcyjne. Bo powinno się wydarzyć coś wyjątkowego, co nas zaskoczy. Chcielibyśmy się trochę zbliżyć do tajemnicy. I to trochę się kłóci. Z jednej strony rutyna i powtarzalność, z drugiej oczekiwanie na coś niezwykłego. No, to jest taki paradoks świąt.

 

            To czas na refleksję, różne rozliczenia z samym sobą i pojednanie, to także czas, który pokazuje zmiany w naszym życiu, w życiu rodziny: kogoś już nie ma na tej Wigilii, komuś urodziło się dziecko, ktoś przybył przy stole, bo powstają jakieś związki, a kogoś nie ma, bo ktoś z kimś się rozstał. I to pokazuje taką zmianę w naszym życiu i w życiu naszej rodziny. To też jest potrzebne i ważne dla nas.

 

            Te święta zabija komercja. Już od listopada spotykamy Mikołajów, mamy promocje, słyszymy kolędy... Trudno przed tym uciec... 

            - Pytanie, na ile rzeczywiście nas to zachęca, a na ile coraz częściej zaczyna budzić irytację. To, co dzieje się na zewnątrz kościoła, jest zaprzeczeniem Adwentu, który tradycyjnie był czasem oczekiwania, zadumy.

 

             Żywiołowe świętowanie zaczynało się od pasterki, pierwszego dnia świąt. Po Wigilii następowały święta i dni poświąteczne do Trzech Króli, traktowane jako właściwy okres Bożego Narodzenia. Potem karnawał, który obecnie ogranicza się właściwie do sylwestra i ostatków. A moja babcia opowiadała, że jej rodzice co sobotę wychodzili na jakiś bal w karnawale.

 

             Teraz Boże Narodzenie ma kulminację w Wigilię, a potem stopniowo nastrój opada. Dlatego po świętach nawet choinki w sklepach wydają się czymś niestosownym, jakby ktoś zapomniał je posprzątać.

 

            - Nawet wśród osób bardzo zaangażowanych religijnie nie ma nikogo, kto przeżywałby Boże Narodzenie wyłącznie religijnie. Wszyscy uczestniczymy w tych obrzędach usankcjonowanych tradycją świecką, i to jest nawet bardziej żywe niż aspekt religijny. Z założenia to święto rodzinne. To zupełnie inna sytuacja niż choćby w przypadku sylwestra, walentynek czy innych okazji, które świętujemy z przyjaciółmi, osobami nam bliskimi.

            Ale musimy pamiętać, że rodzina też się zmieniła. Kiedyś była liczniejsza; większą rolę odgrywały również zależności ekonomiczne. Człowiek był w niej mocniej osadzony. Przy okazji świąt, niezależnie spotykały się całe wielkie klany. Teraz to wszystko się bardziej skomplikowało. 

 

 

 

Z jednej strony spędzamy czas z rodziną, ale coraz częściej zdarza się, że po Wigilii wychodzimy na spotykania z przyjaciółmi. To jakaś nowa tendencja? 

- Ludzie zawsze spędzali święta nie tylko z rodziną. W społeczności wiejskiej spotykali się z sąsiadami, chodzili kolędować, widywali się z dalszymi krewnymi, przyjaciółmi. Kiedyś spotykano się głównie w domach, a w tej chwili życie towarzyskie przenosi się do klubów, kawiarni, restauracji. 

A co z tymi, którzy twierdzą, że w Wigilię włączą telewizor, posiedzą na Facebooku? 

- To może być próba ucieczki przed rozczarowaniem. Jeśli nie bardzo wiemy, jak te święta spędzić albo nie mamy dobrych kontaktów z rodziną, to bezpieczniej jest zamknąć się w skorupie i nie oczekiwać zbyt dużo, niż oczekiwać, że będzie wyjątkowo i potem się rozczarować.

Czy najważniejsza różnica przebiega na linii wierzący-niewierzący? 

- Na pewno nie da się powiedzieć, że wierzący świętują w jakiś jeden konkretny sposób, a niewierzący w inny. Sposób świętowania podyktowany jest wieloma czynnikami: stosunkiem do religii, do rodziny, tym, jak pojmujemy czas wolny. Z kolei rynek oferuje nam coraz więcej sposobów świętowania alternatywnego. Nie trzeba już robić śniadania świątecznego czy obiadu w domu. Można pójść do restauracji, wyjechać czy wyjść na imprezę.

Są elementy, z których korzysta każdy: choinka, prezenty, kolędy czy też piosenki bożonarodzeniowe. Te piosenki niereligijne, których jest coraz więcej, to odpowiedź na potrzebę desakralizacji świąt, oddzielenia ich od religii.

A różnice świętowania w mieście i na wsi? 

- Kiedyś były na pewno bardziej widoczne. Na wsi długo funkcjonowały obrzędy wegetacyjne, zaklinanie urodzaju. Teraz co najwyżej w formie symbolicznej. Przeżywamy święta dosyć podobnie, a różnice biorą się ze względów czysto praktycznych. W mieście w drugi dzień świąt czynna jest większość restauracji, kina, jest więcej możliwości spędzenia czasu poza domem.

 

Czy da się w naszym przeżywaniu Świąt oddzielić tradycję od religii? 

- Skoro niektórzy tak robią i im się to udaje, to znaczy, że się da. Dla wielu ludzi Boże Narodzenie jest po prostu Gwiazdką. Okazuje się, że Boże Narodzenie jest bez Boga możliwe. Tak przynajmniej wynika z obserwacji tego, co się dzieje.

A jakie elementy tradycji najbardziej się ostały? 

- Na pewno kulinaria. To łączy się zresztą z modą na gotowanie i że coraz chętniej eksperymentujemy w kuchni. Nawet więc jeśli w ciągu roku kupujemy gotowe ciasta czy jadamy na mieście, to w święta z reguły większość osób jedzenie przygotowuje sama. Jeśli już nawet coś zamawiamy, to też chcemy, żeby było jakieś wyjątkowe. Nawet jeśli trochę eksperymentujemy, to jednak nawiązując do tradycji. Mimo że np. został zniesiony post jakościowy w Wigilię, a w wielu krajach spożywa się szynkę czy indyka, w Polsce większość je dania postne.

W coraz większej ilości domów pojawiają się przejęte z kultury niemieckiej wieńce adwentowe, które kiedyś obecne były jedynie na Pomorzu, Mazurach i na Śląsku. Dekorujemy zresztą nie tylko domy, ale i miejsca pracy, banki, sklepy, centra handlowe, ulice. Tego nie ma na żadne inne święta.

Istotnym elementem jest na pewno muzyka - kolędy i wszystkie piosenki o bożym narodzeniu, które pojawiają się w każdej stacji radiowej. No, i oczywiście - wszyscy czekamy na prezenty.

Z elementów religijnych najważniejszy jest opłatek, który wyrósł z chrześcijańskiej tradycji dzielenia się chlebem. Jest znakiem braterstwa, pojednania i osoby niewierzące chętnie przełamują się opłatkiem, wysyłają go sobie w kartkach świątecznych.

A wigilie pracowe? Czy rzeczywiście je lubimy? 

- Tak, ludzie mają potrzebę, by chociaż w ten jeden dzień roku spotkać się w innych okolicznościach. To okazja spojrzenia na siebie trochę inaczej, po prostu jak na człowieka, a nie tylko przez pryzmat funkcji, którą w pracy sprawujemy. To dobra okazja, by podkreślić więzi z tymi, z którymi na co dzień się widujemy, ale nie zawsze mamy czas im powiedzieć, że są w pewien sposób dla nas ważni.

Coraz dłużej trwa okres przygotowań do świąt, a co nam po nich zostaje? Rozczarowanie, uczucie niedosytu, a może właśnie przesytu? 

- Chociaż to smutne, to jednak bardzo często przychodzi rozczarowanie. Ludzie często mają nadzieję - nawet podświadomie - że spędzą te święta trochę inaczej, że będzie jakoś ciekawiej, że bardziej zbliżą się do tajemnicy tych świąt. A potem okazuje się, że choć było miło, to jednak po raz kolejny tak samo. 

Z punktu widzenia współczesnego człowieka rutyna jest męcząca, lubimy to, co niepowtarzalne. Jeśli po raz dziesiąty spędzamy je u nielubianej cioci, to możemy mieć poczucie tkwienia w miejscu, przekonanie, że znów nic się nie zmieniło: nie zmieniłem pracy, nie wyszłam za mąż itd. Ta rutyna może rodzić poczucie frustracji. Chociaż są i tacy, którym ładuje akumulatory i daje coś, czego nie daje im nic innego - poczucie bezpieczeństwa, trwania, zakorzenienia w rodzinie.

To po co nam współcześnie te święta? 

- Potrzebujemy czasu niezwykłego, który byłby inny niż codzienność i staramy się to osiągnąć właśnie w święta. Czasem się udaje.

 

 

Materiały pomocnicze do tematu „Dialog w małżeństwie i rodzinie”

 

1. Posynodalna Adhortacja Apostolska Amoris Laetitia Ojca Świętego Franciszka
„O miłości w rodzinie”.

136. Dialog jest sposobem uprzywilejowanym i niezbędnym, by żyć, rozwijać i wyrażać miłość w małżeństwie i życiu rodzinnym. Wymaga on jednak długiej i mozolnej praktyki. Mężczyźni i kobiety, starzy i młodzi, mają różne sposoby komunikowania się, używają innych języków, posługują się innymi kodami. Sposób stawiania pytań, odpowiedzi, używany ton, czas i wiele innych czynników może uzależniać komunikację. Ponadto zawsze należy rozwijać pewne postawy, które są wyrazem miłości i umożliwiają autentyczny dialog.

 

137. Potrzeba czasu, dobrego czasu, który polega na cierpliwym i uważnym słuchaniu, aż druga osoba wyrazi wszystko, co potrzebowała wyrazić. Wymaga to ascezy, żeby nie zaczynać mówić zanim nie nadejdzie właściwy czas. Zamiast zaczynać wydawanie opinii lub rad, trzeba się upewnić, że usłyszałem to wszystko, co druga osoba potrzebowała wypowiedzieć. Wiąże się to z ciszą wewnętrzną, aby bez hałasu usłyszeć w sercu i umyśle: ogołocić się z wszelkiego pośpiechu, odłożyć na bok swoje własne potrzeby i priorytety, stworzyć przestrzeń. Często jedno z małżonków nie potrzebuje rozwiązania swoich problemów, ale bycia wysłuchanym. Musi przekonać się, że zostało dostrzeżone jego cierpienie, jego rozczarowanie, strach, gniew, nadzieja, jego marzenia. Częste są jednak takie narzekania: „Nie słucha mnie. Kiedy zdaje się, że to robi, w rzeczywistości myśli o czymś innym”. „Mówię i czuję, że tylko czeka, kiedy skończę”. „Kiedy mówię, próbuje zmienić temat lub daje mi szybkie odpowiedzi, aby zakończyć rozmowę”.

 

138. Trzeba rozwijać nawyk nadawania drugiej osobie rzeczywistej ważności. Chodzi o docenienie drugiego, o to, że ma prawo do istnienia, do samodzielnego myślenia i bycia szczęśliwym. Nigdy nie wolno bagatelizować tego, co może powiedzieć lub czego się domagać, chociaż byłoby konieczne wyrażenie swojego punktu widzenia. Tu leży u podstaw przekonanie, że wszyscy mają coś do dania, ponieważ mają inne doświadczenie życiowe, ponieważ spoglądają z innego punktu widzenia, ponieważ mają inne problemy i nabyli inne umiejętności i wiedzę. Można uznać prawdę drugiej osoby, znaczenie jej najgłębszych obaw i tło tego, co mówi, nawet, gdy posługuje się agresywnymi słowami. Dlatego trzeba starać się postawić na jej miejscu i wniknąć w głębię jej serca, dostrzec to, czym się fascynuje i podjąć tę pasję jako punkt wyjścia do dalszego dialogu.

 

139. Potrzebna jest szerokość umysłu, aby nie zamknąć się obsesyjnie na kilku ideach, a także elastyczność, aby można było zmienić lub dopełnić własne opinie. Możliwe, że z mojej myśli oraz myśli drugiej osoby może powstać nowa synteza, która ubogaci nas oboje. Jedność, do której należy dążyć, nie oznacza jednolitości, ale „jedność w różnorodności” lub „pogodzoną różnorodność”. W tym ubogacającym stylu braterskiej komunii różne osoby się spotykają, szanują siebie nawzajem i cenią, zachowując jednak różne odcienie i akcenty, które wzbogacają dobro wspólne. Trzeba uwolnić się od obowiązku bycia równymi. Konieczna jest również przezorność, aby na czas zdać sobie sprawę z „interferencji”, jakie mogą powstać, tak aby nie niszczyły dialogu. Na przykład, trzeba rozpoznać złe uczucia, które mogłyby się pojawić, i je opanować, aby nie zaburzały komunikacji. Ważna jest zdolność do wyrażania tego, co czujemy, nie raniąc drugiej osoby; używania takiego języka i sposobu mówienia, który mógłby być łatwiej akceptowany, tolerowany przez drugą osobę, pomimo, że treść jest wymagająca; przedstawiania swojej krytyki, nie rozładowując jednak gniewu jako formy zemsty, jak również unikanie języka moralizatorskiego, dążącego jedynie do napaści, ironii, obciążenia winą, zranienia. Wiele kłótni małżeńskich nie dotyczy bardzo poważnych problemów. Czasami chodzi o drobne sprawy, niewiele znaczące, ale nastawienie lub postawa przyjęta w dialogu zmienia sposób ich wyrażania.

 

140. Konieczne są gesty wrażliwości dla drugiej osoby i okazywanie uczuć. Miłość przezwycięża najgorsze przeszkody. Kiedy możemy kogoś kochać, lub gdy czujemy się przez niego kochani, możemy lepiej zrozumieć, co chce wyrazić i sprawić, byśmy byli zrozumiani. Trzeba pokonać kruchość, która nas prowadzi do obawiania się drugiej osoby, jakby była „konkurentem”. Bardzo ważne jest budowanie swego bezpieczeństwa na głębokich decyzjach, przekonaniach i wartościach, a nie na chęci wygrania dyskusji czy też na tym, żeby przyznano nam rację.

 

141. Wreszcie, uznajmy, że aby dialog był pożyteczny trzeba mieć coś do powiedzenia, a to wymaga bogactwa wewnętrznego, które karmi się lekturą, osobistą refleksją, modlitwą i otwartością wobec społeczeństwa. W przeciwnym razie rozmowy stają się nudne i bezprzedmiotowe. Gdy każdy z małżonków nie troszczy się o swoją duchowość i nie ma wielu relacji z innymi ludźmi, to życie rodzinne staje się wsobne a dialog się zubaża.

 

154. Nie trzeba przypominać, że także w małżeństwie seksualność może stać się źródłem cierpienia i manipulacji. Dlatego trzeba wyraźnie podkreślić, że „współżycie płciowe narzucone współmałżonkowi bez liczenia się z jego stanem oraz z jego uzasadnionymi życzeniami, nie jest prawdziwym aktem miłości i dlatego sprzeciwia się temu, czego słusznie domaga się ład moralny we wzajemnej więzi między małżonkami[156]”. Akty właściwe zjednoczeniu seksualnemu małżonków odpowiadają naturze seksualności, jakiej chciał Bóg, jeśli dokonują się „w sposób ludzki”[157]. Stąd św. Paweł napominał: „Niech nikt w tej sprawie nie wykracza i nie oszukuje brata swego” (1 Tes 4, 6). Chociaż pisał on w czasach zdominowanych przez kulturę patriarchalną, w której kobietę uważano za całkowicie podporządkowaną mężczyźnie, tym niemniej uczył, że seksualność powinna być przedmiotem dialogu między małżonkami: podniósł możliwość odroczenia relacji seksualnych na pewien okres, ale „za obopólną zgodą” (1 Kor 7, 5).

 

190. Jest też jednak druga strona medalu: „mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją” (Rdz 2, 24), mówi słowo Boże. Czasami to nie następuje i małżeństwo nie jest podjęte do końca, ponieważ nie dokonało się takie wyrzeczenie i takie poświęcenie. Rodzice nie powinni być opuszczeni ani też zaniedbywani, ale żeby zjednoczyć się w małżeństwie, trzeba ich opuścić tak, aby nowy dom był miejscem schronienia, ochrony, podstawą i projektem, i by możliwe było naprawdę stanie się „jednym ciałem”. Zdarza się w niektórych małżeństwach, że wiele rzeczy się ukrywa przed swym współmałżonkiem. Rozmawia się o nich natomiast ze swoimi rodzicami, do tego stopnia, że bardziej się liczą opinie rodziców, niż uczucia i opinie współmałżonka. Nie jest łatwo wytrzymać taką sytuację na dłuższy czas. Jest ona możliwa tylko tymczasowo, dopóki nie utworzą się warunki do rozwoju zaufania i dialogu. Małżeństwo jest wyzwaniem, by znaleźć nowy sposób bycia dziećmi.

 

221. Jedną z przyczyn, które prowadzą do rozpadu małżeństwa, są zbyt wysokie oczekiwania dotyczące życia małżeńskiego. Gdy ukazuje się rzeczywistość, bardziej ograniczona i problematyczna niż ta, o której się marzyło, rozwiązaniem nie jest szybkie i nieodpowiedzialne myślenie o separacji, ale podjęcie małżeństwa jako procesu dojrzewania, w którym każde z małżonków jest narzędziem Boga, aby dopomóc do wzrostu drugiego. Możliwa jest zmiana, wzrost, rozwój dobrych potencjalności, jakie każdy nosi w sobie. Każde małżeństwo jest „historią zbawienia”, a to zakłada, że wychodzi z kruchości, która dzięki Bożemu darowi oraz twórczej i hojnej reakcji stopniowo ustępuje miejsca rzeczywistości coraz bardziej solidnej i pięknej. Być może największym zadaniem mężczyzny i kobiety w miłości jest to, aby uczynić siebie nawzajem bardziej mężczyzną i bardziej kobietą. Przyczynić się do rozwoju i pomóc drugiej osobie ukształtować się w swojej własnej tożsamości. Z tego względu miłość jest dziełem dokonywanym osobistym zaangażowaniem. Kiedy czytamy fragment Biblii o stworzeniu mężczyzny i kobiety, widzimy najpierw Boga urabiającego mężczyznę (por. Rdz 2, 7), który potem dostrzega, że brakuje czegoś istotnego i kształtuje kobietę, i wówczas widzi zaskoczenie mężczyzny: „Ach tak, ta dopiero...!” A następnie zdaje się słyszeć ten wspaniały dialog, w którym mężczyzna i kobieta odkrywają siebie nawzajem. Bo nawet w chwilach trudnych druga osoba nadal zaskakuje i otwierają się nowe drzwi, żeby się spotkać, jakby to było po raz pierwszy. Na każdym nowym etapie ciągle na nowo kształtują siebie nawzajem. Miłość sprawia, że ktoś czeka na drugą osobę i ćwiczy swoją cierpliwość rzemieślnika, którą odziedziczył od Boga.

 

278. Spotkanie edukacyjne między rodzicami a dziećmi może być ułatwione lub utrudnione przez coraz bardziej zaawansowane technologie komunikacji i rozrywki. Kiedy są one dobrze używane, mogą pomagać w łączeniu członków rodziny pomimo odległości. Kontakty mogą być częste i pomagać w rozwiązywaniu trudności[296]. Jednak musi być jasne, że nie zastępują one potrzeby dialogu bardziej osobistego i głębokiego, który wymaga kontaktu fizycznego, albo przynajmniej usłyszenia głosu drugiej osoby. Wiemy, że czasami te środki oddalają, a nie zbliżają, jak na przykład, kiedy w porze posiłku każdy zajmuje się swoim telefonem komórkowym lub kiedy jedno z małżonków zasypia czekając na drugiego, który spędza całe godziny przy jakimś urządzeniu elektronicznym. Także i to powinno być przedmiotem dialogu i porozumień w rodzinie, dających pierwszeństwo spotkaniu jej członków bez popadania w nieracjonalne zakazy. Nie można jednak ignorować zagrożenia nowych form komunikacji dla dzieci i młodzieży, które czasem stają się bezwolne, wyrwane z realnego świata. Ten „autyzm technologiczny” łatwiej naraża je na manipulacje tych, którzy chcą wejść w głębię ich życia z egoistycznymi interesami.

 

2. Jerzy Grzybowski, Dialog jako droga duchowości w małżeństwie, Wydawnictwo „M”, Kraków 2009 (s.  19, 87-98, 113).

Cel dialogu

Celem dialogu nie jest zmienienie drugiego człowieka, ale poznanie go i zrozumienie (…) Dialog, poprzez wzajemne poznawanie, pomaga odkryć niepowtarzalne bogactwo osoby ludzkiej, jej indywidualność, niepowtarzalny koloryt dynamikę, jej godność (…).

Dopiero w konsekwencji dialogu możemy podjąć jakieś wspólne postanowienia, działania, próbować coś zmienić w sobie. Zaznaczam: w sobie, a nie w drugim człowieku. Podkreślmy jeszcze raz: dialog nie służy rozwiązywaniu problemów, ale poznaniu, zrozumieniu i budowaniu relacji. Dopiero relacje umożliwiają wspólne rozeznawanie
i podejmowanie decyzji, rozplątywanie spraw trudnych, raniących oraz wspólne budowanie więzi w miłości.

 

        Bardziej słuchać, niż mówić

Teoretycznie, wydaje nam się oczywiste, że rozmowa składa się ze słuchania
i mówienia. Zbyt często zależy nam jednak przede wszystkim na mówieniu, przedstawianiu własnych racji, argumentów, poglądów. Nie wystarcza nam czasu ani nie mamy ochoty słuchać. Niekiedy mamy gotową odpowiedź na wszystko i już w trakcie, gdy mąż lub żona mówi, przygotowujemy odpowiedź. Czasem tylko z uprzejmości słuchamy (…). Najczęściej jednak po prostu przerywamy, wchodzimy w zdanie (…). Lubimy też pouczać, zauważać błędy czy usterki – na przykład w wypowiedziach innych – bardziej niż wartości tych wypowiedzi (…)

Do podstawowych zasad dialogu należy słuchanie aktywne. Warto powtórzyć to, druga osoba wypowiedziała, i zapytać: czy dobrze cię zrozumiałem? czy właśnie to miałaś na myśli? Słuchać warto tego, co drugi człowiek mówi, ale także tego, czego nie jest w stanie wypowiedzieć. Dochodzimy tu do komuni­kacji niewerbalnej (…). To jest słuchanie z nastawieniem na zrozumienie emocji, jakie działają w drugim człowieku.

Wysłuchanie drugiego człowieka jest najwłaściwszą, a często jedyną formą, w jakiej mogę mu pomóc. Słuchanie i akceptacja, wysiłek zrozumienia i przyjęcia drugiej osoby tworzą klimat zaufania. Im bardziej słucham, tym bardziej drugi człowiek ujawnia się, tym trudniejsze tematy może­my podjąć.

 

Zasady dialogu

Bardziej rozumieć, niż oceniać

(…) Jeżeli zdobędziemy się na dystans do uczuć, jakie się w nas pojawiają, jeżeli będziemy umieli nazwać te uczucia w sobie, przyjrzeć im się, jeżeli będziemy starali się zauważać pojawiające się uczucia - nieraz bardzo gwałtowne - u naszych mężów i żon i nie będziemy na nich budować ocen, to łatwiej nam będzie rozumieć się nawzajem. Oceną jest popularne, znane w tylu odmianach: ty jesteś winien. Jest to ocena zbudowana na uczuciach. Spróbujmy zamieniać: ty jesteś winien na: ja ciebie nie rozumiem. A skoro ja ciebie nie rozumiem, to spróbujmy lepiej rozumieć się nawzajem. I już zawiązuje się dialog. Muszę zacząć od słuchania. To ze słuchania wynika rozumienie.

W tej próbie rozumienia drugiego człowieka ważną rolę pełni empatia, czyli umiejętność wczuwania się w subiektyw­ny świat drugiego człowieka, w jego przeżywanie sytuacji, wydarzeń, szczególnie trudnych dla niego, wywołujących konflikt z otoczeniem (…). Empatia nie oznacza utożsamiania się z przeżywa­niem w taki sam sposób jak drugi człowiek, zakłada bowiem dystans do jego przeżyć, właściwy dojrzałej emocjonalności. Jednakże wczuwając się w drugiego, możemy go bardziej rozumieć i tym bardziej kochać, mieć większe zaufanie. Ła­twiejsze jest wtedy spotkanie z nim. Jeżeli sam odczuję, że ktoś mnie naprawdę rozumie, że komuś zależy na tym, by mnie zrozumieć, czuję się kochany i akceptowany, wypełnio­na jest również moja potrzeba bezpieczeństwa. Łatwiej mi wtedy zmierzyć się z trudnościami. (…)

Bezpośrednie wyrażanie uczuć bardzo pomaga w lepszym zrozumieniu drugiego człowieka. Dlatego w dialogu warto troszczyć się o zamianę komuni­katów typu TY na komunikaty typu JA. Na przykład:

zamiast jak mogłaś się tak ubrać! nie podoba mi się ta su­kienka,
zamiast nigdy nic nie potrafisz załatwić czu­ję się rozczarowany i zawiedziony, że tego jeszcze nie załatwiłaś,

zamiast zachowujesz się okropnie drażni mnie twoje zachowanie.

Dużo lepiej również w przypadku pozytywnych informacji stosować komunikaty typu JA. Na przykład:

zamiast jesteś wspaniały bardzo mi się po­dobasz,

zamiast: pięknie grasz na pianinie lubię twoją grę na pianinie,

zamiast: jesteś bardzo porządny widzę starannie posprzątany pokój.

Pozytywne komunikaty typy TY także są ocenami, a te mogą ułatwić popadanie w pychę, a mogą wywołać reakcje odwrotne. (…) Komunikaty typu JA mają bardziej osobisty charakter i wywołają zadowo­lenie bez oceny mówiącego.

Rozumienie drugiego nie oznacza usprawiedliwiania popełnionych przez niego błędów. Ale pozwala je zobaczyć w pełnym świetle, na przykład w świetle zranień wyniesio­nych z domu rodzinnego. Rozumienie ułatwia pomoc, jakiej możemy drugiemu człowiekowi udzielić, akceptując go naj­pierw w sposób bardzo wyraźny, właśnie jako człowieka. Nie­dościgłym mistrzem nieoceniania człowieka jest Pan Jezus, który uczył, by pozwolić rosnąć kąkolowi i pszenicy aż do żniw, który nie osądził Marii Magdaleny. Wyraźnie powie­dział, że nie potępia, a więc nie ocenia, nawet tego, kto nie wypełnia przykazań, bo nie przyszedł świat potępić, ale zba­wić (por. J 5,22). A przecież nie akceptował zła.

(…) Oceniać możemy tylko zdarzenia, postępowanie. Nigdy człowieka. Warto jeszcze wyjaśnić pojęcie oceny, które jest czasem niezrozumiałe, a jest istotne w dialogu małżeńskim, a przez to i w sakramencie małżeństwa. Otóż rozumienie drugiego człowieka i nieocenianie go jako osoby jest fundamentem dialogu, ale to nie oznacza, by ta formuła miała nas para­liżować w podejmowaniu decyzji, także tych, które dotyczą naszej więzi. Nigdy nie powinniśmy oceniać osoby drugiego człowieka, ale możemy oceniać jego postępowanie.

 

Bardziej dzielić się sobą, niż dyskutować

W prawdziwym dialogu mówienie przybiera formę dzie­lenia się. Dzielenie się jest czymś innym niż dyskusja. Dzie­ląc się, przekazuję, jak ja widzę dane zagadnienie (…), mówię o sobie. I to jest bardzo ważne w dialogu. Nie wypowiadam myśli ogólnych, że „tak trzeba”, albo „ludzie uważają”, ale mówię o sobie, w pierwszej osobie, wypowiadając jasny komunikat na te­mat swoich uczuć, stanu swojego wnętrza, swoich potrzeb

Dzieląc się, nie narzucam swojego zdania innym, ale trak­tuję je w sposób partnerski z głosem drugiego człowieka (…). Dzielenie się jest więc czymś innym niż dyskusja. Wiele małżeńskich dyskusji, w których nakręcana jest spirala emo­cji, zaś walka na argumenty stwarza temperamentom wo­jowniczym większą szansę postawienia na swoim, kończy się awanturą lub cichymi dniami, zależnie od temperamentu.

Bardzo utrudnia dialog formuła „nie zgadzam się” z kimś lub czymś. Wypowiadający ją rzadko zadaje sobie pytanie, o co naprawdę chodzi drugiej stronie, dlaczego wypowia­da się tak czy inaczej. (…)

W dzieleniu się warto zwracać uwagę na delikatność. Sło­wa ostre, raniące, pogłębiają napięcie, jakie jest między nami, wznoszą bariery. A każde słowo wypowiedziane w sposób ciepły, życzliwy, ma siłę „topienia lodów”. Wtradycyjnej dyskusji chodzi najczęściej o forsowanie swojego zdania, poglądów, opinii z absolutnym przekonaniem o własnej racji. Wtakiej dyskusji mogę nie ujawniać siebie, pozostać na powierzchni argumentów, które są mi z jakiegoś powodu wygodne (…). Wprawdziwym dialogu liczy się spotkanie osób.To coś więcej niż walka na argumenty między nimi. Dzielenie się pozwala nam pozostać sobą, znaleźć rozwiązanie, które nie będzie kompromisem, ale rozeznaniem, jakie rozwiązanie będzie najlepsze.

Niektórzy mówią mi: No jak to? Mamy w ogóle nie pro­wadzić dyskusji? Przecież one są potrzebne. Tak - odpo­wiadam - warto je prowadzić w duchu zasad dialogu...

 

Przebaczenie

W małżeństwie, w rodzinie, chodzi najczęściej o sprawę zupełnie prostą: o zdolność wybaczenia sobie drobnych urazów, bez wymuszeń, ze świadomością. Że się samemu zraniło, że najbliższy człowiek został nieumyślnie przeze mnie zraniony. Słowo „przepraszam” ma moc kruszenia lodów, które nieroztopione mogą przybierać kształty monstrualnych gór lodowych. „Przepraszam” jako słowo, gest, uśmiech, który buduje i odbudowuje komunię osób. Jako postawa na co dzień, zanim napięcia i konflikty, niezrozumienia, osądy urosną do wielkości muru, który trzeba będzie z wielkim wysiłkiem rozbijać. (…)

 

Sakrament małżeństwa udoskonala dialog

(…) W chrześcijańskim życiu najważniejsza jest miłość Boga do człowieka - męża i żony - oraz odpowiedź człowieka na tę miłość. Chrystus ofiarowuje każdemu swoją miłość w spo­sób bezgraniczny. Ofiarowuje ją każdemu małżeństwu do do­świadczenia jej w swoim związku. Ta miłość jest Jego darem. My jednak, z uwagi na grzeszną naturę, nie potrafimy w peł­ni przyjąć tego daru. Nie potrafimy kochać siebie nawzajem miłością do końca, taką miłością, jaką Chrystus umiłował Kościół (por. Ef 5,21-33), jest nam trudno nie tylko oddać życie za współmałżonka, ale nawet wytrzymać poważniejszy kryzys. Dlatego otrzymujemy pomoc w postaci sakramentu. Jego definicja brzmi: Sakrament małżeństwa jest zna­kiem związku Chrystusa i Kościoła. Udziela on mał­żonkom łaski miłowania się wzajemnie tą miłością, jaką Chrystus umiłował Kościół. Laska sakramentu udoskonala zatem ludzką miłość małżonków, umacnia ich nierozerwalną jedność i uświęca ich na drodze do życia wiecznego (KKK 1661). W jaki sposób łaska sakra­mentu udoskonala ludzką miłość małżonków? (…) łaska sakramentalna działa poprzez dialog. Widzialnym znakiem tej więzi jest troska o nasz dialog i podjęta w konsekwencji tego dialogu decyzja na miłość.

 

 

                                                                         Wybór i opracowanie materiałów:

 

                                                                 Dominika i Andrzej Grudzińscy

                                                           Liderzy Tarnowskiego Ośrodka
                                                         Spotkań Małżeńskich

 

List pasterski Biskupa Tarnowskiego z okazji inauguracji V Synodu Diecezji Tarnowskiej

Kościół na wzór Chrystusa

 

List pasterski Biskupa Tarnowskiego

z okazji inauguracji V Synodu Diecezji Tarnowskiej

 

 

         Umiłowani w Chrystusie Diecezjanie!

 

Prowadzeni światłem Liturgii Słowa okresu wielkanocnego wchodzimy w radosną przestrzeń spotkań ze Zmartwychwstałym Panem, który chce umocnić wiarę swoich uczniów. Ukazuje się Marii Magdalenie, która w pierwszej chwili widzi w Nim ogrodnika (zob. J 20,15). Ale czyż Zmartwychwstały Chrystus nie jest Boskim „Ogrodnikiem”, który wyschłą i spustoszoną złem ludzką duszę zamienia w kwitnący i tętniący życiem ogród? Zmartwychwstały Pan przyłącza się nierozpoznany do uczniów zmierzających w kierunku Emaus i z każdym wypowiadanym przez Niego słowem ich serca zaczynają coraz bardziej pałać, tak, że jeszcze zanim Go rozpoznali chcieli by z nimi pozostał. Zmartwychwstały Chrystus przenika zamknięte drzwi Wieczernika, lecz jeszcze bardziej przenika zamknięte lękiem i trwogą serca swoich uczniów, którym wydawało się, że wszelka nadzieja zgasła wraz z ostatnim oddechem konającego Pana. W spotkaniu ze Zmartwychwstałym, z ich serc ostatecznie zostaje odtoczony ciężki kamień smutku i zawiedzionych nadziei, a ciemność lęku i trwogi zwolna ustępuje miejsca światłu, którym Jezus oświeca ich umysły, aby rozumieli znaczenie proroctw mówiących o potrzebie Jego cierpienia, śmierci i zmartwychwstania (zob. Łk 24,45-47). Wspólnota  zgromadzona w Wieczerniku została umocniona w wierze wyjątkowym darem spotkań ze Zmartwychwstałym Panem, by później móc podjąć zleconą przez Niego misję, która zwiera się w słowach: „Wy jesteście świadkami tego” (Łk 24,48).

Od apostołów przez ich kolejnych następców w nieprzerwanym łańcuchu sukcesji apostolskiej, od maleńkiej wspólnoty pierwotnego Kościoła zebranej w murach Wieczernika przez następujące po sobie niezliczone pokolenia chrześcijan, misja bycia świadkiem Zmartwychwstałego Chrystusa stanowi fundamentalne zadanie Kościoła. Czujemy się, również jako wspólnota diecezjalna, spadkobiercami tej misji i pragniemy podejmować ją w sposób jak najbardziej odpowiadający wyzwaniom czasów, w których przyszło nam żyć i świadczyć o Chrystusie Zmartwychwstałym. Wyrazem tego jest także zapowiedziany przeze mnie Listem pasterskim skierowanym do diecezjan na I Niedzielę Adwentu roku 2016 V Synod Diecezji Tarnowskiej, któremu przyświeca myśl i zadanie: „Kościół na wzór Chrystusa”.

Mija ponadroczny okres przygotowania do rozpoczęcia właściwych prac synodalnych. Już na tym wstępnym etapie uwidoczniło się w znacznej mierze, czym jest owo „synodowanie”, czyli wspólne kroczenie drogą podejmowania odpowiedzialności za nasz Kościół tarnowski. Nade wszystko w całej diecezji, w parafiach trwa wzmożona modlitwa indywidualna i wspólnotowa w intencji synodu, za którą gorąco dziękuję i nadal o nią usilnie proszę. W każdym miesiącu przeżywaliśmy Niedziele Synodalne, które systematycznie wprowadzały nas w tematykę synodalną i pomagały głębiej wniknąć w istotę tego, czym jest synod. W poszczególnych dekanatach odbywały się spotkania przedsynodalne, w parafiach zostały już powołane Parafialne Zespoły Synodalne, opracowano także logo V Synodu oraz hymn synodalny. Przez cały miniony okres pracowała Komisja Przygotowawcza V Synodu. Owocem jej prac jest dokument końcowy, przygotowany m.in. na podstawie nadesłanych z całej diecezji postulatów, sugestii, uwag i refleksji dotyczących różnych obszarów życia i działania Kościoła. Dziękuję wszystkim, którzy podzielili się swoimi przemyśleniami – również tymi krytycznymi – w kontekście synodu. Zgromadzona w ten sposób wiedza, dająca też pewną ocenę socjologiczną współczesnego świata i Kościoła,  pomogła wydobyć wiodące tematy do prac synodalnych, a także zarysowała obraz konkretnych oczekiwań związanych z synodem. Jego najważniejszym celem jest obranie takich kierunków pracy duszpasterskiej, które najskuteczniej dopomogą współczesnemu człowiekowi na drodze zbawienia.

 

Drodzy Diecezjanie!

 

Przebieg prac V Synodu Diecezji Tarnowskiej został rozplanowany na trzy kolejne lata. Każdy rok będzie skoncentrowany szczególnie na jednej dziedzinie życia Kościoła. Zatem pierwszy rok synodu (2018/2019) będzie poświęcony rodzinie w całościowym jej ujęciu. W drugim roku (2019/2020) będziemy koncentrować się wokół problematyki związanej z życiem i funkcjonowaniem wspólnoty parafialnej, zaś w trzecim roku (2020/2021) podejmiemy tematykę szeroko rozumianej ewangelizacji. Taki układ tematyczny jawi się jako naturalna konsekwencja drogi wiary, którą wszyscy przebywamy. Wychodzimy od najbardziej podstawowego doświadczenia, jakim jest środowisko rodziny, by później we wspólnocie parafialnej, określanej często mianem „rodziny rodzin”, doświadczać bogactwa życia sakramentalnego oraz siły tej więzi, jaka łączy wspólnotę jednego Chrystusowego Kościoła. Zaś wspólnota parafialna, która doświadcza mocy żyjącego w niej Pana, staje się zdolna do podejmowania działań ewangelizacyjnych. Każdy chrześcijanin ma być misjonarzem Chrystusa posłanym do świata. Jest to odpowiedź na wezwanie Chrystusa: „Będziecie moimi świadkami” (Dz 1,8).

Przez trzy lata trwania synodu będziemy kolejno podejmować tematykę skupiającą się wokół rodziny, parafii i ewangelizacji, ale także podejmiemy inne zagadnienia, jak chociażby odnajdywanie się Kościoła w nowym wymiarze administracyjno-prawnym, głębsze zaangażowanie Kościoła w kwestie społeczne, aby budować relacje międzyludzkie mocą Ewangelii, tradycji i mądrości Kościoła. Z pewnością ważnym tematem będzie głoszenie Ewangelii w zróżnicowanych kontekstach współczesnej kultury i wykorzystanie cyberprzestrzeni do przekazu orędzia zbawczego.

Wydarzenie V Synodu stanowi wyjątkową sposobność, by dostrzec i odpowiedzieć także na ten rodzaj kryzysu Kościoła, na który często najmniej zwracamy uwagę. Znamienne jest, że wielu spośród katolików myśląc i mówiąc o Kościele, nie myśli zarazem o sobie. Chociaż są ochrzczeni i deklarują swoją przynależność do Kościoła, to jednak pozostaje ona dla nich czymś zewnętrznym, co nie przenika do głębi nich samych. Mówią i myślą „o nich”, tzn. o hierarchii kościelnej i osobach odpowiedzialnych za różne sektory życia i aktywności Kościoła, a nie widzą w nim siebie i nie są skłonni włączyć swojej niepowtarzalnej cząstki w wielkie dzieło ustawicznego budowania Mistycznego Ciała Chrystusa, którym jest Kościół. Synodalne wędrowanie razem ma nam uświadomić, iż Kościół powinien żyć w każdym i każdej z nas – wszyscy współtworzymy jeden Chrystusowy Kościół i jesteśmy odpowiedzialni za jego losy. Dlatego jeszcze raz ponawiam mój gorący apel i zaproszenie do zaangażowania się wszystkich diecezjan w modlitwę za synod i prace synodalne. Pomocna ku temu jest m.in. struktura prac synodalnych, której ważnym elementem są Parafialne Zespoły Synodalne.

Synod będzie również dążył do tego, aby szerzej otworzyć dom diecezjalny, wyjść naprzeciw tych, którzy są na uboczu wspólnoty eklezjalnej, czy też kontestują Kościół. Pragniemy zarzucić ewangeliczne sieci jak najdalej, również w kierunku osób poszukujących Boga, niepraktykujących, oddalonych od Kościoła. Bardzo zależy mi, ażeby również te osoby zaprosić do dyskusji w ramach synodu. Oczywiście Kościół otwierając się na współczesny świat i zauważając potrzebę zmian, ma równocześnie świadomość, iż musi zawsze pozostać wierny Bogu trwając przy niezmienności Ewangelii i Bożych przykazań. Głosząc całą prawdę o człowieku w odsłonach jego blasków i cieni, Kościół pragnie uzdrawiać go mocą Bożego słowa oraz sakramentów świętych.

 

Drodzy Diecezjanie!

 

21 kwietnia, w sobotę poprzedzającą IV Niedzielę Wielkanocną nazywaną Niedzielą Dobrego Pasterza, zainaugurujemy uroczystą liturgią V Synod Diecezji Tarnowskiej. Rozpoczęcie tego najbardziej doniosłego w życiu lokalnego Kościoła wydarzenia obwieszczą dzwony kościołów w całej diecezji. Uroczystość inauguracji V Synodu rozpocznie się o godz. 10.00 przy sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Tarnowie. Przewidziane są trzy momenty tej celebracji: modlitwa stacyjna w kościele Matki Bożej Fatimskiej połączona z krótką adoracją Najświętszego Sakramentu, procesyjne przejście ulicami miasta do katedry ze śpiewem Litanii do Wszystkich Świętych, a następnie Msza święta w tarnowskiej katedrze. Gorąco zapraszam do fizycznego, a kto nie może, do duchowego włączenia się w wydarzenie inauguracji V Synodu naszej diecezji. Uroczystość będzie transmitowana przez nasze diecezjalne Radio RDN Małopolska i RDN Nowy Sącz.

Niech inauguracja V Synodu stanie się dla nas wszystkich wspólnym przebywaniem drogi w rzeczywistym zatroskaniu o nasz Kościół tarnowski, który pragniemy budować na wzór Chrystusa mocą darów Ducha Świętego, w miłującej obecności Maryi, Matki Kościoła oraz wszystkich świętych i błogosławionych naszej diecezji.

 

Wszystkim Diecezjanom udzielam z serca pasterskiego błogosławieństwa.

 

 

 

 

 † Andrzej Jeż

BISKUP TARNOWSKI

 

 

                                                            Zarządzenie:

 

Tarnów, 11.04.2018.

Nasz znak: SDT.V – 1/2/18

 

            List pasterski Biskupa Tarnowskiego należy odczytać wiernym w niedzielę
15 kwietnia br., we wszystkich kościołach i kaplicach diecezji tarnowskiej.

 

 

 

 

     † Stanisław Salaterski

                                                                                     WIKARIUSZ GENERALNY

 

 

 

Synody Diecezji Tarnowskiej – rys historyczny

I Synod Diecezji Tarnowskiej – 1928 r.

 

Kodeks prawa kanonicznego z 1917 roku zawierał zasadę, że „w każdej diecezji, przynajmniej co 10 lat winien odbywać się synod diecezjalny celem omówienia potrzeb duchowieństwa i wiernych” (kan. 323 § 1, KPK 1917). Synod taki winien zwołać biskup do kościoła katedralnego i on tylko może mu przewodniczyć (kan. 357, KPK 1917). Równocześnie prawo wyznaczało uczestników synodu (kan. 358, KPK 1917) i prze­bieg jego obrad. W ślad za tymi zaleceniami w Polsce rozpoczął się ruch synodalny tak mocny, że w przeciągu 19 lat (1920—1939) odbyło się 14 synodów diecezjalnych. Zachęciło to niewątpliwie biskupa Wałęgę do podobnej akcji. Sam bp Leon Wałęga mówiąc o synodzie stwierdził: „Synod porównałbym z bierzmowaniem. Podobnie jak Bierzmowanie udziela chrześcijaninowi umocnienia i pełni życia nadprzyrodzonego, tak Synod daje diecezji jakby utrwalenie i pełnię bytu. Przyznam, że brak ten widziałem od początku, ale nie czując się na siłach do przeprowadzenia tak wielkiego dzieła, odsuwałem zawsze tę myśl na później i dopiero teraz, na starość, przystąpiłem do niego, i to głównie na polecenie Rzymu (…). Przystępujemy zatem w Imię Boże do odbycia pierwszego Synodu diecezjalnego i jeżeli Pan Bóg pobłogosławi, będzie on stanowił epokę w dziejach naszej diecezji.” (Pierwszy Synod Diecezji Tarnowskiej 1928, Tarnów 1928, s. 22).

W dniu 4 kwietnia 1927 r. bp Leon Wałega ogłosił zwołanie synodu diecezjalnego, a jego promotorem zamianował ks. Władysława Mysora. Jako cele synodu bi­skup wyznaczył uzgodnienie prawa diecezjalnego, obowiązującego dotąd w diecezji z nowym Kodeksem prawa kanonicznego, oraz uzupełnienie prawa diecezjalnego nowymi przepisami. Równocześnie biskup powołał 8 ko­misji synodalnych:

1/ Komisja prawniczo-kodyfikacyjna, której przewodniczącym został ks. Stanisław Bulanda, miała na celu redakcję uchwał synodalnych w statuty zgodne z prawem Kościoła powszechnego przy uwzględnieniu zwyczajów diecezjalnych.

2/ Komisja duszpasterstwa w kościele, której przewodniczył ks. To­masz Włoch, miała się zająć problemami kaznodziejstwa parafialnego, nauczania katechetycznego, problemami współczesnych błędów w zakresie wiary i moralności, sposobami przeciwdziałania im, sakramentami świętymi, prasą katolicką, bractwami i stowarzyszeniami kościelnymi, a także sprawą misji i rekolekcji.

3/ Komisja duszpasterstwa poza kościołem z przewodniczącym ks. Jó­zefem Lubelskim miała przedyskutować formy duszpasterstwa pozakościelnego, a więc związki i stowarzyszenia parafialne, formy akcji cha­rytatywnej, problemy emigracji, ligi katolickiej, związków młodzieży pozaszkolnej oraz sprawy organizacji robotniczych i zawodowych.

4/ Komisja liturgiczna pod przewodnictwem ks. Kaspra Mazura zajęła się porządkiem nabożeństw parafialnych, kultem Eucharystii, wy­strojem kościołów, śpiewem i chórami kościelnymi, rytuałem parafial­nym, artystyczną formą budowy kościołów i kaplic, urządzaniem cmen­tarzy parafialnych, służbą kościelną.

5/ Komisja dóbr kościelnych, której przewodniczył ks. Roman Sitko, dyskutowała nad problemami zarządu i inwentarzy dóbr kościelnych, różnymi opłatami, stypendiami mszalnymi, alienacją dóbr kościelnych, legatami i fundacjami pobożnymi, konkurencją parafialną.

6/ Komisja szkolna z ks. Franciszkiem Walczyńskim na czele zajęła się podręcznikami do nauczania religii w szkołach różnego typu, modli­tewnikami, duszpasterstwem młodzieży szkolnej, różnymi aspektami pra­cy katechetycznej, organizacjami kościelnymi wśród młodzieży.

7/ Komisja zarządu i administracji pod przewodnictwem ks. Wła­dysława Mysora miała za zadanie przedyskutowanie roli i uprawnień dziekana, formularza wizytacji dziekańskiej i struktury kongregacji dekanalnych, a także uprawnień jurysdykcyjnych wizytatora dziekanów. Omawiała też stosunek proboszcza do wikariusza, katechety i patrona.

8/ Komisja organizacyjna pod przewodnictwem ks. Władysława My­sora zajęła się przygotowaniem i redakcją pism, dekretów i aktów i ce­remoniału synodu, jego technicznym przeprowadzeniem, drukiem jego uchwał, materiałów i referatów.

Komisje synodalne odbywały posiedzenia od 4 do 25 lipca 1927 r. Przedmiotem tych posiedzeń było zapoznanie się z treścią przygotowa­nych wcześniej referatów, a także powzięcie odpowiednich uchwał i re­zolucji. Komisja prawniczo-kodyfikacyjna odbyła posiedzenie dnia 30 lipca po otrzymaniu materiałów z innych komisji. Na posiedzeniu poddano dyskusji wszystkie wnioski i rezolucje, podzielono między posz­czególne komisje materiały do opracowania statutów synodalnych.

Niebawem ukazały się wytyczne omawiające zakres prac poszczegól­nych komisji, oraz regulamin komisji, a nadto terminy posiedzeń ko­misji i ich skład. W myśl tych zarządzeń do prac przygotowawczych sy­nodu diecezjalnego biskup Leon Wałęga powołał łącznie około 120 osób, głó­wnie z duchowieństwa diecezjalnego i kilka spośród duchowieństwa za­konnego. Wnioski komisji zostały wydrukowane jako „uchwały przy­gotowawcze do synodu diecezjalnego” (Tarnów 1927) i 5 sierpnia 1927 r. przesłane do przedyskutowania na kongregacjach dekanalnych. Uwagi z tych dyskusji należało przesłać do promotora synodu.

Dekretem z dnia 20 czerwca 1928 r. biskup Wałęga zwołał pierwszy sy­nod diecezjalny do świątyni katedralnej na 21-23 sierpnia 1928 r., zarządził w tej sprawie odpowiednie modlitwy i nabożeństwa a „dla za­chowania porządku na synodzie i sprawności obrad synodalnych" utwo­rzył szereg urzędów. Zastępcą swoim zamianował biskupa pomocniczego Edwarda Komara, na promotora Synodu mianował ks. Władysława Mysora i na jego zastępcę - ks. Stanisława Bulandę. Pozostałe urzędy synodalne obsadził biskup następującymi osobami: ks. R. Sitko został sekretarzem synodu, ks. M. Rec notariuszem, ks. F. Walczyński, ks. R. Sitko, ks. A. Albin, ks. F. Miklasiński sędziami zażaleń i powodów nieobecności. Prefektem hospicjów został ks. J. Lubelski, mistrzem ceremonii ks. K. Mazur, a kuratorem duchowieństwa ks. A. Wilczkiewicz.

Na synod zostali wezwani: kapituła katedralna in gremio, 22 dziekanów, 23 proboszczów, 8 przełożonych zakonnych, 2 księży profesorów: z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (ks. J. Wiślicki) i Uniwersytetu Jana Kazimierza ze Lwowa (ks. P. Stach), 5 honorowych radców kurialnych, 19 wicedziekanów, 42 członków komisji synodalnych, 22 wikariuszy i 3 gości, oraz inni. W sumie w synodzie miało wziąć udział 151 księży na 459 księży w diecezji (stan 31 grudnia 1928 r.) czyli 30,88%. Z zaproszonych na synod nie przybyło 16 księży.

Na synodzie dokonano wyboru egzaminatorów, sędziów i konsultorów synodalnych. W ramach synodu biskup Wałęga dekretem z dnia 8 września 1928 r. dokonał reorganizacji sieci dekanalnej w całej diecezji i uchwalono łącznie 275 statutów synodalnych. Część pierwsza publikacji statutów synodalnych pt. „O pielęgnowaniu wiary świętej” składała się z 26 statutów. Część druga „O karności kościelnej” to 111 statutów, część trzecia „O służbie Bożej” - 78 statutów, część czwarta „O majątku kościelnym” - 60 statutów. Do statutów synodalnych, wydrukowanych tego samego roku, dołączono 19 dodatków: Normy głoszenia Słowa Bożego (1), Instrukcja o urządzaniu misji parafialnych (2), Stowarzyszenie kapłanów diecezji tarnowskiej pod wezwaniem św. Józefa (3), Odezwa Piusa X do duchowieństwa (4), Stowarzyszenie wzajemnych i modłów o śmierć szczęśliwą (5), instrukcje o wizytacji kanonicznej (6), Instrukcja o kongregacjach dekanalnych (7), instrukcja o wizytacji dziekańskiej (8), instrukcja o wizytacji szkolnej (9), Towarzystwo wstrzemięźliwości (10), Obrzęd pierwszej Komunii świętej (11), Rezerwaty (12), Dekret o pierwszej Komunii świętej (13), Instrukcja o małżeństwie (14), Zarys umowy ze służbą kościelną (15), Porządek nabożeństw (16), Porządek wystawień Najświętszego Sakramentu (17), Instrukcja o zabezpieczeniu majątku opróżnionych kościołów i probostw (18), Wzór kontraktu dzierżawy (19). Statuty synodalne zaczęły obowiązywać od 1 stycznia 1929 roku.

(Bibliografia: Pierwszy Synod Diecezji Tarnowskiej 1928, Tarnów 1928; B. Plewa, Pierwszy Synod Diecezji tarnowskiej. Etap przygotowawczy (4 kwietnia 1927-20 czerwca 1928), „Tarnowskie Studia Historyczne”, 2014, t. 3, s. 122-134; B. Kumor, Diecezja tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji 1786-1985, Kraków 1985, s. 366-369).

 

II Synod Diecezji Tarnowskiej – 1938 r.

 

Zgodnie z poleceniami prawa kanonicznego synody diecezjalne winny odbywać co 10 lat. Wypadało więc, by następny synod diecezjalny odbył się w 1938 r. W dniach 26-27 sierpnia 1936 r. odbył się na Jasnej Gó­rze w Częstochowie pod przewodnictwem kard. legata a latere Fr. Marmaggiego pierwszy polski synod plenarny. W synodzie tym wzięli udział ordynariusze wszystkich trzech obrządków oraz delegaci wydziałów te­ologicznych z Lublina, Krakowa, Lwowa, Wilna i Warszawy, a także delegaci kapituł katedralnych i wyżsi przełożeni zakonni. Synod ten przyjął 151 uchwał, głównie o charakterze duszpasterskim. Już we wrze­śniu 1937 r. ukazały się uchwały tego synodu w Tarnowie i zostały roz­prowadzone wśród duchowieństwa diecezjalnego, chociaż miały one obo­wiązywać w Polsce dopiero od 16 czerwca 1938 r.

Synod plenarny stał się jednym z głównych powodów zwołania dru­giego synodu diecezji tarnowskiej. W dniu 25 marca 1938 r. biskup Lisow­ski w liście do duchowieństwa przypomniał, że z dniem 16 czerwca 1938 r. wchodzi w życie synod plenarny, że mija 10 lat od ostatniego synodu diecezjalnego. W związku z tym postanowił on zwołać II synod diecezjal­ny na początek lipca 1838 r. (F. Lisowski, Pismo do wiernych, „Currenda” VI (1938), s. 97).

Motywy zwołania II Synodu Diecezji Tarnowskiej były następujące:

1/ ogłoszenie uchwały synodu plenarnego,

2/ uzgodnienie z nim prawa diecezjalnego,

3/ zadośćuczynienie przepisom prawa kanonicznego o odbywaniu sy­nodów diecezjalnych co 10 lat,

4/ wprowadzenie poprawek, zmian i uzupełnień do uchwał I Synodu diecezjalnego oraz szczegółowe opracowanie części dokumentów synodalnych poświęconych majątkowi kościelnemu, ze szczególnym uwzględnieniem ustawy z dnia 17 marca 1932 r. o składkach kościelnych.

W celu przygotowania materiałów synodalnych biskup Lisowski po­lecił wydrukować uchwały synodu plenarnego w Currendzie na początku 1938 r. Chodziło o to, by teksty sy­nodu plenarnego, które miały niebawem obowiązywać w diecezji, były dobrze znane księżom. Uchwały tego synodu miały się stać przedmiotem obrad kongregacji dekanalnych, do których miały dojść problemy związane z inwentarzami kościelnymi i majątkiem koś­cielnym. Wnioski z kongregacji dekanalnych miały być przesłane do promotora synodu w Tarnowie do 15 maja 1938 r.

Prace komisji synodalnych postępowały sprawnie i szybko, dlatego 26 czerwca 1938 r. biskup Lisowski zwołał synod na 4 i 5 lipca 1938 r. do Tarnowa (miał się odbyć w katedrze i w auli Semina­rium Duchownego). Przy tej okazji biskup Lisowski jeszcze raz zaakcen­tował, że synod ma się zająć przystosowaniem życia diecezji i ducho­wieństwa do przepisów synodu plenarnego. Zarządził też w diecezji odpowiednie nabożeństwa liturgiczne i podał program celebracji synodu. Program ten przewidywał w pierwszym dniu (4 lipca) uroczyste otwarcie synodu, następnie odczytanie dekretów związanych z otwarciem, złożenie przez uczestników wyznania wiary, wybór egzaminatorów, proboszczów konsultorów i sędziów synodalnych. To wszystko miało miejsce w katedrze, natomiast w auli seminaryjnej sesja synodalna zajęła się obowiązkami stanu duchownego i porządkiem nabożeństw w diecezji. W drugim dniu obrad – 5 lipca – na pierwszej sesji podjęto dyskusję nad sprawami majątkowymi  i obowiązkami osób świeckich według synodu plenarnego, oraz omówiono ważniejsze sprawy i wnioski, złożone uprzednio u promotora. Z kolei na drugiej sesji zaprogramowano przemówienie biskupa Lisowskiego na zamknięcie Synodu i odpowiednie ceremonie liturgiczne, łącznie z hołdem dla biskupa. W sumie uchwalono 276 statutów. II Synod składał się z czterech części: I „O pielęgnowaniu wiary świętej” (statut 1-24); II „O karności kościelnej” (statut 25-125); III „O służbie Bożej” (statut 126-203); IV „O majątku kościelnym” (statut 204-276). Niestety, Statuty II Synodu Diecezji Tarnowskiej nie zostały zaraz opublikowane. Dopiero w 2016 roku ukazała się edycja źródłowa prezentująca prawdopodobne statuty synodu z 1938 roku.

 (Bibliografia: B. Kumor, Diecezja tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji 1786-1985, Kraków 1985, s. 369-371; B. Plewa, Drugi Tarnowski Synod Diecezjalny. Zapomniane wydarzenie w historii Kościoła lokalnego, „Rocznik Tarnowski”, 2014, nr 19, s. 53-59; R. Kantor, Synod w przededniu wojny. II Synod Diecezji Tarnowskiej – historia i rekonstrukcja statutów, Tarnów 2016)

 

 

III Synod Diecezji Tarnowskiej – 1948 r.

 

Biskup Jan Stępa 27 listopada 1947 r. na dorocznej kongregacji dziekanów zapowiedział zwołanie III Synodu Diecezji Tarnowskiej. W dniu 2 lutego 1948 r. biskup tarnowskiw liście pasterskim do duchowieństwa zadecydował, że celem trzeciego synodu diecezjalnego będą:

1/ wybory sędziów, egzaminatorów synodalnych i proboszczów konsultorów,

2/ rozgraniczenie nowych i kwestia granic dawnych dekanatów,

3/ sprawy liturgii parafialnej i diecezjalnej,

4/ zagadnienia pracy duszpasterskiej w Kościele.

W tym samym liście pasterskim biskup Stępa zamianował biskupa po­mocniczego Karola Pękalę specjalnym delegatem i rzecznikiem koordynacji prac poszczególnych komisji synodalnych. Promotorem synodu został ks. Stanisław Bulanda, a jego zastępcą ks. Ignacy Dziedziak. Mocą tego sa­mego listu pasterskiego, zostały uformowane komisje synodalne: ko­misja prawnicza pod przewodnictwem ks. Stanisława Bulandy, komisja organizacyjna pod przewodnictwem ks. Władysława Węgla i komisja dla spraw duszpasterskich złożona z trzech podkomisji: a) sekcja duszpaster­stwa w kościele - przewodniczący ks. Julian Piskorz, b) sekcja duszpa­sterstwa pozakościelnego — przewodniczący ks. Władysław Lesiak i c) sekcja szkolna - przewodniczący ks. Walenty Chrobak, komisja li­turgiczna, której przewodniczył ks. Jan Bochenek i komisja administracyjno-gospodarcza pod przewodnictwem ks. Ignacego Dziedziaka.

Komisje synodalne pracowały sprawnie, dlatego 4 maja 1948 r. biskup Jan Stępa zwołał III Synod Diecezji Tarnowskiej na 5—7 lipca 1948 r. do Tarnowa i zarządził odpowiednie nabożeństwa w diecezji. Na synod zostali zaproszeni i wzięli w nim udział na mocy prawa: biskup pomoc­niczy Karol Pękala, wikariusz i oficjał generalny Stanisław Bulanda, kapi­tuła katedralna in gremio łącznie z 4 kanonikami honorowymi (8 osób), wszyscy dziekani (24 księży), proboszczowie miasta Tarnowa (2 księ­ży), wybrani przedstawiciele dekanatów (29 księży) i przedstawiciele za­konów i zgromadzeń zakonnych (10 osób). Razem 75 osób. Biskup Ste­pa powołał nadto na synod prałatów i szambelanów papieskich (9 osób), profesorów uniwersytetów (5 osób) i seminariów duchownych (13 osób), radców honorowych kurii (5 osób), członków kurii biskupiej (6 osób), przedstawicieli instytucji diecezjalnych (8 osób), katechetów i członków komisji synodalnych (17 osób), oraz wikariuszów wybranych z poszczególnych dekanatów (28 osób) — łącznie 160 księ­ży, z czego 12 nie wzięło udziału w synodzie.

W dniu otwarcia synodu 5 lipca 1948 r. biskup Stępa stwierdził, że synod ma przed sobą trzy główne zadania:

1/ dostosować ustawodawstwo diecezjalne do wymogów chwili,

2/ zrobić przegląd naszych sił i skoordynować je w pracy apostol­skiej,

3/podchwycić istotę współczesnego apostolstwa.

Synod uchwalił łącznie 277 statutów, z czego 25 poświęcono problemo­wi pielęgnowania wiary świętej, 101 — karności kościelnej, 78 służ­bie Bożej, 73 — majątkowi kościelnemu. Synod został częściowo opublikowany w 1949 r. i wszedł zaraz w życie. W całości wydrukowano statuty w 1957 r. pod redakcją ks. Jana Rzepy i ks. Piotra Bednarczyka.

(Bibliografia: Trzeci Synod Diecezji Tarnowskiej 1948, Tarnów 1957; B. Kumor, Diecezja tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji 1786-1985, Kraków 1985, s. 371-373)

 

IV Synod Diecezji Tarnowskiej – 1986 r.

 

Po 33 latach od ostatniego synodu die­cezjalnego biskup Jerzy Ablewicz zdecydował się na zwołanie czwartego synodu diecezjalnego. W dniu 3 listopada 1980 r. na kongregacji dziekanów i wicedziekanów biskup zapowiedział zwołanie synodu, a w dniu 8 maja 1981 r. wydał dekret o powołaniu Komisji głównej IV Synodu Diecezji Tarnowskiej. Przewodniczącym jej został biskup pomocniczy Piotr Bed­narczyk, a jego zastępcą ks. Piotr Gajda, oficjał Sądu Diecezjalnego. Do Komisji głównej powołano 15 kapłanów, a jej sekretariat stanowił kolegium czterech kapłanów. Zadaniem tej komisji było – jak czytamy w dekrecie o powołaniu Komisji Głównej - „wszechstronne i metodyczne przygotowanie w aspekcie duszpastersko--prawnym materiałów IV Synodu Diecezji Tarnowskiej, oraz kierowa­nie jego pracami. Jej też celem było nie tylko dotarcie do wszystkich środowisk ludu Bożego naszej Diecezji, ale za pośrednictwem komisji synodalnych opracowanie schematów synodalnych i czuwanie nad przebiegiem prac i nad przygotowaniem ostatecznej redakcji tekstu sta­tutów synodalnych”. („Currenda”  (1981), s. 222-223)

Praca nad przygotowaniem synodu przebiegała na tyle szybko, że w dniu 16 października  1981 r. biskup Ablewicz zatwierdził i promulgował „Sta­tut IV Synodu Diecezji Tarnowskiej". Według tego statutu celem sy­nodu było „podjęcie wspólnego działania dla pogłębienia wiary i oży­wienia życia religijnego w Diecezji Tarnowskiej w oparciu o naukę Kościoła powszechnego, w szczególności podaną przez II Sobór Waty­kański i urząd nauczycielski Kościoła w okresie posoborowym”. („Currenda”, (1981), s. 223-224). Ten ogólnie zakreślony cel synodu został w statucie sprecyzowany bardzo szczegółowo; synod zatem miał następujące cele szczegółowe:

1/ uświadomienie sobie przemian w dziedzinie religijno-moralnej za­chodzących obecnie w diecezji,

2/ uwrażliwienie na niebezpieczeństwa i braki w dziedzinie doktry­ny i obyczajów, jakie obecnie zagrażają wiernym,

3/ wytyczenie dróg wyjścia z zauważonych trudności dotyczących duszpasterzowania i zarządu diecezją,

4/ wskazanie współczesnych sposobów pracy duszpasterskiej w tych dziedzinach, w których okaże się potrzebne,

5/ gruntowne przestudiowanie i dostosowanie norm kościelnych usta­wodawstwa powszechnego do warunków aktualnie istniejących w die­cezji,

6/ usprawnienie istniejących i powołanie nowych instytucji diecezjal­nych tam, gdzie zachodzi taka potrzeba.

Statut synodu wprowadził radykalną zmianę co do uczestników sy­nodu; „w synodzie uczestniczy cały lud Boży Diecezji Tarnowskiej”, a w szczególności:

1/ przedstawiciele duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego i sióstr zakonnych pracujących w diecezji z prawa nominacji lub specjalnego zaproszenia Ordynariusza.

2/ przedstawiciele laikatu, zamianowani lub zaproszeni do współpra­cy w organach synodalnych,

3/ wszyscy inni diecezjanie i duchowni i siostry zakonne, oraz katolicy świeccy poprzez udział w różnego rodzaju dyskusjach synodalnych i nadsyłanie do sekretariatu synodu swoich postulatów. Tym razem nie zaproszono księży profesorów Uniwersytetów, pochodzących z diecezji.

Dekretem z 16 października 1981 r. biskup Ablewicz ogłosił Regulamin IV Synodu Diecezji Tarnowskiej, mocą którego zatwierdził zestaw komisji problemowych i ich przewodniczących, przygotowany przez Komisję Główną. Komisji tych powołano dziesięć: 1. Komisja teologiczna - ks. K. Kupiec; 2. Komisja spraw nauczania z trzema podkomisjami (przepowiadania słowa  Bożego,  katechizacji  i środków przekazu) - ks. E. Lazarowicz; 3. Komisja do spraw kultu Bożego z czterema podkomisjami (liturgiczna, sztuki sakralnej i budownictwa kościelnego, duszpasterstwa liturgicznej służby ołtarza) - ks. B. Margański; 4. Komisja do spraw powołań i Seminarium Duchownego z trzema podkomisjami (do spraw powołań, seminaryjnego przygotowania do kapłaństwa i do spraw materialno-gospodarczych Seminarium Duchownego) - ks. S. Rosa; 5. Komisja do spraw apostolstwa świeckich - ks. M. Bednarz; 6. Komisja do spraw duszpasterstwa z pięcioma podkomisjami (duszpasterstwa młodzieży, duszpasterstwa małżeństwa i rodziny, duszpasterstwa grup zawodowych i specjalistycznych, duszpasterstwa dobroczynnego, trzeźwościowego i specjalnego, duszpasterstwa misyjnego i ekumenicznego - ks. T. Szarwark; 7. Komisja do spraw duchowieństwa diecezjalnego z czterema podkomisjami (dla formacji intelektual­nej, duchowej, duszpasterskiego urzędu i spraw bytowych) - ks. K. Kos; 8. Komisja do spraw zakonów - o. S. Podgórski CSsR; 9. Komisja do spraw struktur diecezjalnych - ks. J. Dudziak; 10. Komisja do spraw gospodarczo-finansowych- ks. E. Krężel.

Biskup Jerzy Ablewicz wydał 11 lutego 1982 r. list pasterski zapowiadający czwarty Synod Diecezji Tarnowskiej. Jako hasło synodu wysunął sło­wa „Na obraz Kościoła powszechnego”  (Lumen gentium 23). IV Synod Diecezji Tarnowskiej miał za zadanie pogłębić świadomość wiernych na temat Kościoła partykularnego. Zadanie to zostało zrealizowane m.in. poprzez niedziele synodalne, sesje informacyjne Synodu, a także poprzez osobiste zaangażowanie wiernych świeckich, duchownych i członków życia konsekrowanego w prace synodalne. Kilkuletnie „synodowanie” doprowadziło do wypracowania od podstaw nowego prawa diecezjalnego. Prawo to zostało zawarte w 747 statutach, 12 instrukcjach i 7 statutach instytucji kościelnych.

            (Bibliografia: List biskupa tarnowskiego Jerzego Ablewicza zapowiadający Czwarty Synod Diecezji Tarnowskiej z dnia 11 lutego 1982 r, „Currenda”, 5-6 (1982), s. 98-101; B. Kumor, Diecezja tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji 1786-1985, Kraków 1985, s. 373-377; B. Olejnik, Analiza historyczno-prawna struktury i organizacji IV Synodu Diecezji Tarnowskiej w trzydziestolecie zakończenia, Tarnów 2016).

 

 


 

/opr. Ks. Robert Kantor/

Contribute!
Books!
Shop!